"Cienie Pamięci"



Deszcz spływał po szybach Redmond w długich, świetlistych smugach. Neony odbijały się w kałużach jak wspomnienia, które ktoś próbował wymazać, ale nie zrobił tego wystarczająco dokładnie. Jace „Ghost” Armin wszedł do baru „The Last Byte” i zatrzymał się na moment przy drzwiach. W środku pachniało syntetycznym alkoholem, ozonem i mokrą wełną. Przy jednym ze stolików ork o chromowanym ramieniu rozkładał na części ciężki pistolet. Dwie elfy siedzące pod ścianą miały na szyjach runiczne tatuaże, które pulsowały słabym błękitem w rytm ich rozmowy. W najciemniejszym kącie szaman mamrotał coś do miski wypełnionej czarną wodą. Ghost usiadł przy barze. Barmanka była androidem, choć ktoś bardzo się starał, żeby nie było tego widać. Jej twarz była zbyt symetryczna, a ruchy zbyt dokładne. – Syntetyczne piwo – powiedział. Postawiła przed nim szklankę bez słowa. W tej samej chwili głos Moth odezwał się bezpośrednio w jego implancie. – Veridian Tower. Sześćdziesiąte piętro. Dostęp przez węzeł serwisowy. Renraku ustawiło tam lód, który ugotował już dwóch deckerów. Ghost spojrzał na pianę spływającą po szkle. – Trzech – odpowiedział. – Co? – Trzech deckerów. O trzecim nie napisali w sieci. Po drugiej stronie zapadła krótka cisza. – Masz dane i wychodzisz. Bez bohaterstwa. – Nigdy nie byłem bohaterem. Wyjął cyberdeck spod płaszcza. Obudowa była porysowana, dwa porty trzymały się na taśmie, a jeden z klawiszy nie miał oznaczenia. Urządzenie wyglądało jak złom, ale reagowało szybciej niż większość wojskowych systemów. Ghost wsunął przewód do gniazda za uchem. Bar zniknął, a Matrix otworzył się przed nim jak nocne miasto zbudowane z kodu. Wokół wyrastały szklane wieże, pulsujące linie danych i czarne korytarze prowadzące do systemów, których większość ludzi nigdy nie powinna zobaczyć. Wieża Renraku unosiła się nad resztą jak zamknięta świątynia. Była gładka, pozbawiona wejść i niemal całkowicie czarna. Ghost znalazł węzeł serwisowy, przeszedł przez pierwszą warstwę zabezpieczeń i zatrzymał się przy wirtualnej bramie. Nad nią wirował symbol czerwonego kwiatu. Lód zauważył go sekundę później. Przestrzeń wokół niego zadrżała, a z ciemności wysunęły się trzy figury bez twarzy, każda z rękami zakończonymi ostrzami. Ghost uruchomił program maskujący, przeciął pierwszy protokół obronny i zanurkował w wąski kanał danych. Jedna z figur uderzyła tuż za nim. Ból przeszedł od karku do szczęki, a w ustach poczuł smak krwi. – Ghost? – głos Moth brzmiał odlegle. – Co się dzieje? Nie odpowiedział. Dotarł do rdzenia systemu, gdzie w centrum unosił się czarny sześcian bez oznaczeń. Nie pasował do reszty architektury. Nie był częścią projektu badawczego, którego szukał. Był starszy, głębiej ukryty i chroniony osobnym kluczem. Ghost powinien go ominąć. Zamiast tego podłączył algorytm deszyfrujący. Pierwsza warstwa pękła po kilku sekundach. Druga stawiała opór dłużej. Przy trzeciej cyberdeck zadrżał mu w dłoni, a obraz na moment rozpadł się na białe linie. Potem sześcian się otworzył. Na ekranie pojawiła się lista nazwisk. Ghost przesuwał ją bez zainteresowania, dopóki nie zobaczył własnego. Jace Armin. Obiekt 043. Status: aktywny. Nieświadomy integracji. Przez chwilę był pewien, że to pułapka. Fałszywy plik, psychologiczny lód albo coś stworzonego po to, żeby złamać intruza. Otworzył następny dokument. Na ekranie pojawiło się nagranie chłopca siedzącego przy kuchennym stole. Chłopiec miał osiem lat i trzymał w dłoni czerwony plastikowy samolot. Ghost pamiętał ten dzień. Pamiętał zapach smażonych jabłek, głos matki dobiegający z kuchni i deszcz uderzający o parapet. W rogu nagrania widniał jednak znacznik czasu oraz podpis: „Materiał testowy. Sekwencja pamięciowa 12-B”. Nie ruszał się przez kilka sekund. Potem otworzył kolejny plik. Pierwszy dzień w szkole. Upadek z roweru. Twarz ojca, której nie potrafił już dokładnie sobie przypomnieć. Każde wspomnienie miało numer, datę i podpis technika. – Ghost – powiedziała Moth. – Masz dane? Nie odpowiedział. W systemie pojawił się alarm. Czarne figury wracały, tym razem szybciej. Jedna z nich miała jego twarz. Ghost skopiował pliki i zerwał połączenie. Bar wrócił gwałtownie. Światło neonów przecięło mu oczy. Szklanka stała przed nim dokładnie tam, gdzie ją zostawił, a piwo nadal było zimne. Barmanka spojrzała na niego. – Wszystko w porządku? Ghost patrzył na własne dłonie. Znał każdą bliznę i każdy drobny skurcz palców. Nie wiedział już tylko, czy naprawdę pamiętał chwile, w których je zdobył, czy ktoś po prostu uznał, że powinien je pamiętać. – Nie wiem – odpowiedział. Wyszedł z baru. Deszcz uderzył go w twarz, ale tym razem nie przyniósł ulgi. Miasto wyglądało tak samo jak godzinę wcześniej, a jednak nic nie było już znajome. Moth odezwała się ponownie. – Ghost, gdzie jesteś? Zatrzymał się pod zepsutym neonem. Czerwone światło zapalało się i gasło, dzieląc jego twarz na krótkie fragmenty. – Powiedz mi jedno – powiedział. – Od jak dawna o tym wiedziałaś? Po drugiej stronie zapadła cisza. I właśnie wtedy Ghost zrozumiał, że plik w systemie Renraku nie był najgorszą rzeczą, jaką odkrył tej nocy.

Prześlij komentarz

Nowsza Starsza