Cisza jako bunt. Dlaczego zen od zawsze pasował do cyberpunku?

 


Cyberpunk kojarzy się z hałasem. Neonowe reklamy, wszechobecne drony, megamiasta, sztuczna inteligencja i niekończący się strumień informacji tworzą świat, w którym człowiek niemal nigdy nie zostaje sam ze swoimi myślami. A jednak właśnie w tych historiach najczęściej zapamiętuję nie pościgi ani strzelaniny, lecz ciszę.

Na pierwszy rzut oka cyberpunk i zen wydają się swoimi przeciwieństwami. Jeden opowiada o świecie pogrążonym w chaosie, drugi o wewnętrznym spokoju. Im dłużej jednak wracam do tych historii, tym bardziej mam wrażenie, że jedno nie mogłoby istnieć bez drugiego. Bo czym właściwie jest cisza w świecie, który nieustannie walczy o naszą uwagę?

Kiedy milczenie staje się buntem

Zen uczy, że prawdziwe widzenie świata zaczyna się wtedy, gdy umysł przestaje bez przerwy reagować na wszystko wokół. Cyberpunk pokazuje natomiast rzeczywistość, w której właśnie reakcja staje się podstawowym sposobem życia. Powiadomienie, reklama, nowa wiadomość, kolejny ekran i kolejna decyzja sprawiają, że człowiek bez przerwy odpowiada na bodźce, aż w pewnym momencie przestaje zauważać, że prawie nigdy nie wybiera ich sam.

Dlatego w cyberpunku tak często pojawiają się sceny, w których wszystko nagle zwalnia. Bohater siedzi samotnie na dachu, patrzy na deszcz spływający po szybach wieżowców, idzie przez opustoszałe miasto albo wyłącza połączenie z siecią. Na pierwszy rzut oka nie dzieje się nic, ale właśnie wtedy dzieje się najwięcej. To moment, w którym bohater przestaje reagować i zaczyna naprawdę patrzeć.

Najcenniejszym zasobem nie są dane

Klasyczny cyberpunk często opowiada o walce z systemem. Dzisiaj coraz częściej mam wrażenie, że system nie potrzebuje już przemocy. Nie musi zamykać człowieka ani odbierać mu wolności siłą. Wystarczy, że nie pozwoli mu zostać samemu ze sobą.

Nieustanny strumień informacji wykonuje tę pracę znacznie skuteczniej. Być może właśnie dlatego wylogowanie staje się jedną z najbardziej radykalnych rzeczy, jakie można zrobić. Nie dlatego, że rozwiązuje wszystkie problemy, lecz dlatego, że pozwala na chwilę odzyskać coś, czego coraz bardziej brakuje: własną uwagę.

Technologia nie zastąpi dyscypliny

Zen nigdy nie obiecywał łatwych odpowiedzi. Mówił raczej o codziennej praktyce, cierpliwości i skupieniu. To samo odnajduję u najlepszych bohaterów cyberpunku.

Nie wygrywają dlatego, że mają najlepszy sprzęt. Wygrywają dlatego, że potrafią zachować spokój wtedy, gdy wszyscy inni go tracą. Haker nie jest mistrzem wyłącznie dlatego, że zna więcej kodu, a wojownik nie staje się mistrzem tylko dlatego, że posiada lepsze implanty. Ich przewaga rodzi się z koncentracji.

Technologia może przyspieszyć ciało, zwiększyć siłę i rozszerzyć możliwości człowieka. Nie potrafi jednak zastąpić opanowania.

Dlaczego te sceny pamiętamy?

Wystarczy pomyśleć o najbardziej ikonicznych momentach cyberpunku. Motoko Kusanagi unosząca się pod wodą, K przemierzający opustoszałe Las Vegas czy samotna postać patrząca na deszcz za oknem nie są scenami pełnymi akcji. Nie zapamiętujemy ich dlatego, że dzieje się w nich najwięcej. Zapamiętujemy je dlatego, że na krótką chwilę świat przestaje krzyczeć.

I właśnie wtedy bohaterowie stają się najbardziej ludzcy.

Kim jesteśmy bez hałasu?

Cyberpunk od zawsze pytał, gdzie kończy się człowiek, a zaczyna maszyna. Zen zadaje inne pytanie: kim jesteś, kiedy znikną wszystkie role, etykiety i myśli, których kurczowo się trzymasz?

To dwa różne pytania, ale prowadzą w podobne miejsce. Oba próbują dotknąć tego, czego nie da się łatwo zmierzyć, zapisać w danych ani opisać za pomocą technologii.

Nie chodzi tylko o ciszę

Im dłużej czytam cyberpunk, tym bardziej mam wrażenie, że cisza nigdy nie była jego prawdziwym tematem. Prawdziwym tematem była wolność.

Nie ta rozumiana jako brak zasad, lecz ta, która pozwala zachować własny sposób patrzenia na świat nawet wtedy, gdy wszystko wokół próbuje ukształtować go za nas. Być może właśnie dlatego zen tak dobrze pasuje do cyberpunku. Nie dlatego, że uczy ucieczki od technologii, ale dlatego, że przypomina o czymś znacznie ważniejszym.

Najtrudniej zachować siebie nie wtedy, gdy świat staje się głośny, lecz wtedy, gdy hałas zaczyna brzmieć jak coś całkowicie normalnego.

Prześlij komentarz

Nowsza Starsza