Coraz częściej łapię się na czymś dziwnym.
Rano biorę do ręki telefon. Zanim zdążę pomyśleć, ktoś już wybrał za mnie wiadomości, które przeczytam, muzykę, której posłucham, filmy, które obejrzę. Nawet książki, po które sięgnę, coraz częściej trafiają do mnie dlatego, że algorytm uznał je za warte mojej uwagi.
To nie jest spisek. To po prostu wygoda.
Nigdy wcześniej dostęp do wiedzy, rozrywki i informacji nie był tak prosty. Kilka dotknięć ekranu wystarcza, żeby znaleźć odpowiedź na niemal każde pytanie.
Problem zaczyna się wtedy, gdy przestajemy zauważać, że coraz więcej decyzji przestaje być naprawdę naszymi decyzjami.
Nie chodzi o telefon, sztuczną inteligencję ani korporacje. To wszystko są tylko narzędzia.
Prawdziwe pytanie brzmi:
Czy nadal kieruję swoim życiem, czy tylko wybieram spośród opcji przygotowanych przez kogoś innego?
Coraz częściej mam wrażenie, że największym luksusem przyszłości nie będzie szybki samochód, większy dom ani najnowszy model telefonu.
Będzie nim możliwość samodzielnego myślenia. Możliwość przeczytania książki, której nie polecił algorytm, nauczenia się czegoś, co nie jest modne, wyłączenia telefonu na kilka godzin albo stworzenia czegoś własnego, nawet jeśli nigdy nie stanie się popularne.
Nie wierzę w całkowitą niezależność. Każdy z nas korzysta z pracy innych ludzi i to jest normalne.
Wierzę jednak, że warto każdego roku odzyskać choć odrobinę większy wpływ na własne życie. Nie po to, żeby walczyć ze światem, lecz po to, żeby nie zgubić samego siebie.
Nie wiem, czy mam rację. To tylko moje obserwacje i pytania, które coraz częściej wracają do mnie w codziennym życiu.
A Ty jak to widzisz? Masz wrażenie, że z roku na rok zyskujesz większy wpływ na swoje życie, czy wręcz przeciwnie? A może patrzysz na to zupełnie inaczej?
Napisz w komentarzu. Chętnie poznam Twoją opinię.
Bo być może prawdziwa wolność nie polega na ucieczce od systemu.
Polega na tym, żeby mimo wszystko nie oddać nikomu prawa do podejmowania najważniejszych decyzji za
