Blade Runner jest jednym z tych filmów, które można oglądać przez lata i za każdym razem wyciągać z nich coś innego. Można mówić o mieście, deszczu, neonach, muzyce Vangelisa, korporacjach, sztucznym życiu i samotności. Można analizować jego wpływ na cyberpunk i na to, jak przez kolejne dekady wyobrażaliśmy sobie przyszłość. Ale pod całą tą warstwą wizualną znajduje się pytanie znacznie prostsze i jednocześnie trudniejsze: co właściwie czyni człowieka człowiekiem?
Film Ridleya Scotta nie daje na to pytanie jednej odpowiedzi. Wręcz przeciwnie, im dłużej trwa, tym bardziej zaciera granicę między człowiekiem a replikantem. Replikanci zostali stworzeni jako narzędzia. Mieli wykonywać zadania, pracować tam, gdzie ludzie nie chcieli pracować, i funkcjonować w granicach wyznaczonych przez swoich twórców. Problem zaczyna się wtedy, gdy przestają zachowywać się jak produkty. Boją się śmierci, tworzą relacje, cierpią, pamiętają i chcą żyć. Wtedy słowo „maszyna” przestaje być wystarczające.
Replikant jako produkt
Świat Blade Runnera traktuje replikantów w sposób brutalnie prosty. Zostały stworzone przez ludzi, więc w praktyce należą do ludzi. Mają określoną funkcję, ograniczony czas życia i miejsce w hierarchii. Nie są obywatelami, tylko własnością, którą można wykorzystać, wycofać i zastąpić kolejną wersją. Najbardziej niepokojące w filmie nie jest więc samo istnienie sztucznego człowieka, lecz szybkość, z jaką społeczeństwo potrafi odmówić mu statusu osoby tylko dlatego, że jego życie powstało w laboratorium.
Replikanci są silniejsi od ludzi, często bardziej odporni i inteligentni, a mimo to pozostają całkowicie zależni od decyzji tych, którzy ich stworzyli. Mogą zostać wysłani do niebezpiecznej pracy, pozbawieni wolności, a ich życie może zostać zakończone bez traktowania tego jako zabójstwa. I właśnie tutaj Blade Runner staje się czymś więcej niż historią o androidach. To opowieść o tym, kto otrzymuje prawo do bycia uznanym za osobę i kto ma władzę, by tego prawa odmówić.
Człowieczeństwo bez biologii
Najprostsza definicja człowieka brzmi: człowiekiem jest ten, kto urodził się jako człowiek. Blade Runner bardzo szybko pokazuje jednak, jak mało taka odpowiedź naprawdę wyjaśnia. Replikanci wyglądają jak ludzie, reagują jak ludzie i posiadają cechy, które sami uznajemy za podstawę człowieczeństwa. Potrafią odczuwać strach, przywiązanie, gniew, rozpacz i pragnienie wolności. Ich emocje mogą być częściowo zaprojektowane, a wspomnienia mogą pochodzić od kogoś innego, ale czy to automatycznie sprawia, że ich doświadczenia są mniej prawdziwe?
Ten problem szczególnie mocno widać w przypadku Rachael. Jej wspomnienia nie należą do niej, a przeszłość, na której zbudowała swoją tożsamość, została sztucznie skonstruowana. Kiedy odkrywa prawdę, nie zamienia się jednak w pustą maszynę. Wręcz przeciwnie, właśnie wtedy zaczyna się jej prawdziwy kryzys tożsamości. Cierpienie wynikające z utraty własnej historii jest realne, nawet jeśli sama historia była fałszywa. Film zmusza więc do postawienia niewygodnego pytania: jeśli wspomnienie wpływa na nasze emocje, wybory i sposób widzenia świata, to czy jego pochodzenie rzeczywiście ma aż takie znaczenie?
Czy wspomnienia tworzą człowieka?
Pamięć jest jednym z najważniejszych elementów naszej tożsamości. Pamiętamy dzieciństwo, ludzi, których kochaliśmy, porażki, sukcesy, strach i miejsca, do których wracamy w myślach. Z tych fragmentów budujemy narrację, którą nazywamy swoim życiem. Blade Runner bierze ten mechanizm i rozbija go od środka. Co dzieje się z człowiekiem, kiedy odkrywa, że jego najważniejsze wspomnienia nigdy się nie wydarzyły?
Film sugeruje, że być może prawdziwość wspomnienia nie jest jedynym kryterium jego znaczenia. Jeśli coś kształtuje osobowość, wywołuje emocje i wpływa na decyzje, zaczyna funkcjonować jak część realnej tożsamości. Rachael nie przestaje być sobą tylko dlatego, że odkrywa sztuczność swojej przeszłości. Jej reakcja na tę prawdę pokazuje raczej, że świadomość własnej historii jest dla niej równie ważna jak dla każdego człowieka. To kolejny moment, w którym granica między „autentycznym” i „sztucznym” zaczyna się rozpadać.
Roy Batty i strach przed śmiercią
Roy Batty zostaje przedstawiony jako zagrożenie. Jest niezwykle silny, brutalny i zdolny do przemocy, dlatego z perspektywy systemu Deckard ma po prostu wykonać zadanie i go wyeliminować. Im bliżej końca filmu, tym trudniej jednak patrzeć na Roya wyłącznie jak na wadliwy produkt. Jego największą motywacją nie jest władza, zemsta ani chęć zniszczenia ludzi. Roy chce po prostu żyć.
To właśnie świadomość własnej śmiertelności czyni go tak interesującą postacią. Wie, że jego życie zostało od początku zaprogramowane na kilka lat i że granica ta została ustalona przez kogoś innego, zanim jeszcze po raz pierwszy zobaczył świat. Jego wściekłość nie jest więc przypadkowym błędem maszyny. Wyrasta z bardzo ludzkiego lęku przed końcem. Roy rozumie, że posiada wspomnienia, doświadczenia i świadomość, a mimo to jego czas został ograniczony decyzją twórców. Im bardziej walczy o życie, tym mniej przypomina maszynę, a bardziej istotę świadomą własnego istnienia.
Najbardziej ludzki moment filmu
Kulminacja Blade Runnera odwraca wszystko, co wcześniej wydawało się oczywiste. Roy ma Deckarda w swojej mocy i mógłby pozwolić mu umrzeć. Zamiast tego go ratuje. To jeden z najważniejszych momentów filmu, ponieważ istota traktowana przez ludzi jak przedmiot dokonuje aktu współczucia wobec człowieka, który przyszedł ją zabić.
W tej chwili pytanie przestaje brzmieć: czy replikant może być człowiekiem? Zaczyna brzmieć: który z nich zachowuje się bardziej po ludzku? Roy wie, że za chwilę umrze i nie ma już żadnej przyszłości, o którą mógłby walczyć, a mimo to decyduje się uratować cudze życie. To właśnie ten moment sprawia, że jego śmierć nie jest po prostu końcem „wroga”. Staje się końcem świadomej istoty, która w ostatnich chwilach życia okazuje więcej empatii niż wielu ludzi wokół niej.
Deckard i człowiek jako funkcja systemu
Deckard stoi po drugiej stronie tej historii. Jest człowiekiem, przynajmniej według oficjalnego porządku świata, i wykonuje pracę, której zasady zostały ustalone wcześniej. Poluje na replikantów, ponieważ system uznał ich obecność za nielegalną. Nie musi za każdym razem zastanawiać się, czy to, co robi, jest moralne. Otrzymuje zadanie i ma je wykonać.
Samo słowo „wycofanie” pokazuje, jak działa ten mechanizm. Deckard nie zabija replikanta, tylko go „wycofuje”. Język usuwa moralny ciężar działania i zamienia śmierć świadomej istoty w procedurę techniczną. To jeden z najbardziej cyberpunkowych elementów filmu, bo system nie musi zmuszać człowieka do okrucieństwa wprost. Wystarczy, że odpowiednio nazwie jego pracę i sprawi, by przestał zadawać pytania.
Czy Deckard jest replikantem?
Od dziesięcioleci trwa dyskusja o tym, czy Deckard sam jest replikantem. To fascynujący temat, ale z punktu widzenia głównego pytania filmu nie jest najważniejszy. Jeśli Deckard jest replikantem, historia staje się jeszcze bardziej ironiczna: sztuczna istota poluje na inne sztuczne istoty, nie wiedząc nawet, czym sama jest. Jeśli nim nie jest, podstawowy problem pozostaje dokładnie taki sam.
Najważniejsza granica w Blade Runnerze nie przebiega bowiem pomiędzy biologicznym człowiekiem a replikantem. Przebiega pomiędzy empatią a jej brakiem, między zdolnością zobaczenia w drugiej istocie osoby a traktowaniem jej jak przedmiotu. Dlatego odpowiedź na pytanie o naturę Deckarda nie zamyka filmu. Ważniejsze jest to, kim staje się pod wpływem wydarzeń i czy zaczyna dostrzegać, że system, któremu służył, opiera się na bardzo wygodnym podziale na „nas” i „ich”.
Empatia jako ostatni test
Jedną z największych ironii Blade Runnera jest to, że ludzie próbują odróżniać replikantów właśnie za pomocą testu opartego na empatii. To niezwykle znaczące, ponieważ świat filmu jednocześnie bardzo słabo radzi sobie z okazywaniem empatii tym istotom, które sam stworzył. Replikanci są wykorzystywani, ścigani i zabijani, a ich strach czy potrzeba życia traktowane są jak problem techniczny.
Tymczasem Roy ratuje Deckarda, Rachael przeżywa kryzys własnej tożsamości, a inni replikanci desperacko próbują przedłużyć swoje życie. Im więcej widzimy ich zachowania, tym trudniej utrzymać prosty podział na ludzi posiadających uczucia i maszyny jedynie je imitujące. Jeśli człowieczeństwo rzeczywiście mierzymy zdolnością do współczucia, to film pokazuje coś bardzo niewygodnego: nie każdy biologiczny człowiek automatycznie zdaje ten test i nie każdy replikant go oblewa.
Co naprawdę oznacza być człowiekiem?
Blade Runner nie próbuje stworzyć jednej definicji człowieczeństwa. Zamiast tego pokazuje kilka jego możliwych fundamentów. Może być nim pamięć, świadomość własnej śmiertelności, zdolność kochania, potrzeba wolności albo umiejętność dostrzeżenia wartości życia drugiej istoty. Problem w tym, że wszystkie te cechy znajdujemy również u replikantów.
To właśnie sprawia, że film nadal działa. Nie pyta jedynie, czy maszyna może wyglądać jak człowiek. Pyta, czy możemy stworzyć istotę posiadającą praktycznie wszystko, co sami uznajemy za ludzkie, a następnie odmówić jej prawa do człowieczeństwa tylko dlatego, że wiemy, gdzie i w jaki sposób została stworzona. Im dłużej o tym myślimy, tym bardziej biologiczna definicja człowieka zaczyna wydawać się niewystarczająca.
Dlaczego to pytanie jest dziś jeszcze ciekawsze?
W 1982 roku idea sztucznego człowieka należała zdecydowanie do science fiction. Dzisiaj nadal nie stworzyliśmy replikantów, ale wiele pytań postawionych przez film przestało być całkowicie abstrakcyjnych. Rozmawiamy z systemami sztucznej inteligencji, tworzymy cyfrowe kopie głosu i twarzy, przechowujemy ogromną część pamięci w urządzeniach i chmurze, a algorytmy coraz częściej uczestniczą w decyzjach, które wcześniej należały wyłącznie do ludzi.
To oczywiście nie oznacza, że obecne systemy AI są replikantami albo świadomymi istotami. Chodzi raczej o kierunek pytań. Im bardziej technologia zaczyna naśladować ludzkie zachowanie, tym trudniej utrzymać prosty podział na to, co naturalne i sztuczne. Blade Runner pozostaje aktualny właśnie dlatego, że nie uzależnia człowieczeństwa wyłącznie od biologii. Pyta, czy tożsamość, emocje i świadomość mogą być ważniejsze niż materiał, z którego zbudowane jest ciało.
Blade Runner nie jest historią o robotach
Określenie Blade Runnera jako filmu o androidach jest prawdziwe, ale bardzo niepełne. Replikanci są przede wszystkim narzędziem pozwalającym mówić o człowieku. To dzięki nim film może sprawdzić, jak stabilne są nasze własne definicje człowieczeństwa i jak szybko zaczynają się rozpadać, gdy spotykamy istotę podobną do nas bardziej, niż chcielibyśmy przyznać.
Replikanci cierpią, kochają, pamiętają, boją się śmierci i pragną wolności. Niektóre z ich wspomnień są sztuczne, ich ciała zostały stworzone w laboratorium, a długość życia zaprogramowana. Mimo to ich emocje i doświadczenia wpływają na ich zachowanie dokładnie tak, jak wpływają na ludzi. Jeśli to wszystko nadal nie wystarcza, aby uznać ich za osoby, Blade Runner pozostawia nas z pytaniem znacznie trudniejszym niż kwestia sztucznej inteligencji: co właściwie jeszcze miałoby wystarczyć?
Moja opinia
Największą siłą Blade Runnera nie jest to, że przewidział wizualny wygląd przyszłości. Jest nią sposób, w jaki podważył pozornie prostą definicję człowieka. Film nie mówi nam, że maszyny pewnego dnia staną się takie jak my. Pokazuje raczej sytuację, w której możemy spotkać istotę zdolną czuć, cierpieć, pamiętać i pragnąć życia, a mimo to nadal będziemy szukać powodu, by uznać ją za coś gorszego.
I właśnie dlatego ostatni test w Blade Runnerze nie dotyczy replikantów. Dotyczy ludzi. Jeśli stworzymy istotę posiadającą cechy, które sami nazywamy ludzkimi, czy będziemy potrafili uznać jej wartość, nawet jeśli nie powstała tak jak my? Być może film od początku nie pytał, czy replikanci są wystarczająco ludzcy. Być może pytał, czy my potrafimy zachowywać się po ludzku, kiedy spotykamy kogoś, kogo łatwiej byłoby uznać za rzecz.
